Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Bochemian Killing - przygodowa

Za pierwszym razem skończyłam pod zimnym ostrzem gilotyny, za drugim – zgniłam w celi, skazana na dożywocie. Zakończeń jest jeszcze kilka, z ucieczką z więzienia włącznie, ale Bohemian Killing nie zasługuje na kolejne szanse.

Ten polski, pierwszoosobowy indyk reklamowany był jako nieliniowa, ekscytująca przygodówka, w której „ogranicza cię tylko wyobraźnia”. W rzeczywistości to rusztowanie zbite przez jednego człowieka z zaledwie kilku desek.

Reklama

Brakuje tu wszystkiego – większej liczby kwestii dialogowych, interakcji, postaci, lokacji i elementów, na których można zawiesić oko. Dostałam za to raczej kiepsko napisany, nieatrakcyjny wizualnie interaktywny film kryminalny, w którym jednowymiarowy bohater – przedstawiciel cygańskiej elity – zabił pokojówkę i opowiada swoją historię w czasie rozprawy sądowej.

Wraca wtedy do wydarzeń z tamtej nocy i przeżywa je, prawdziwe bądź zmyślone, na nowo.

Francja bez elegancji

Bohemian Killing co chwilę przerzuca gracza między klitką oskarżonego a kawałeczkiem czegoś, co miało być steampunkowym, XIX-wiecznym Paryżem.

Na wypadek, gdybyś nie zauważył francuskich automatów z jedzeniem, francuskich szyldów i francuskich plakatów, gra uderzy cię po głowie wieżą Eiffla, którą zobaczysz z większości okien, fałszywymi akcentami, winem, serem, kawiorem, szampanem, a w międzyczasie na kilka sposobów przypomni o rewolucji francuskiej.

Poznałam otoczenie dość dobrze już w czasie pierwszej, dwugodzinnej rozgrywki, bo to niewiele więcej niż dwa mieszkania i hotel przy kilku metrach uliczki, w których zresztą naprawdę nie ma co robić.

Jeśli będziesz grał więcej niż raz, zejdziesz je wzdłuż i wszerz, bo wskazówki zegara przesuwają się w grze w czasie rzeczywistym – na szczęście pewne interakcje, jak czytanie ogłoszeń w gazecie, gotowanie czy kąpiel, sprawiają, że kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt minut upływa w mgnieniu oka.

Po stronie prokuratury są niestety fakty i dowody – jak narzędzie zbrodni, zeznanie sąsiada, który o konkretnej godzinie minął się w drzwiach z zakrwawionym bohaterem, czy maszyna tortur w domu oskarżonego – a zadaniem bohatera jest dopasowanie się w taki sposób, by skleić na ich podstawie przekonującą historyjkę.

Możesz zaprzeczyć wszystkim dowodom, lecz wtedy na pewno czeka cię gilotyna, możesz przekonywać sędziego, że zabiłeś pod wpływem alkoholu czy w samoobronie, albo próbować całkiem się wyłgać (niektóre interakcje odblokowują dowody przemawiające na twoją korzyść). Krew na ubraniu mogła przecież pochodzić z bójki w barze albo zacięcia się przy goleniu.

Niewola po rewolucji

W teorii brzmi to fantastycznie, nawet jeśli rozgrywka sprowadza się do ciągłego spoglądania na zegarek i ustawiania się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Problem w tym, że Bohemian Killing nie daje nawet przyzwoitej namiastki obiecanej wolności. Na dialogi w sali sądowej nie masz żadnego wpływu, a i w Paryżu gra zwykle decyduje za ciebie.

Nie ma żadnej minigierki, która która wykaże, czy zaciąłeś się przy goleniu – po prostu tak się dzieje i jesteś cały we krwi. Nie ma interakcji z barową hołotą – jeśli za bardzo się zbliżysz, obijają ci twarz. W grze bazującej na konsekwencjach działań takich możliwości (najlepiej bardziej skomplikowanych niż „wyciągnij recepcjonistę do składziku za pomocą telefonu”...) powinno być zresztą znacznie więcej.

Kiedy tylko zauważysz, że jako gracz nie możesz ułożyć sobie linii obrony i ta budowana jest na podstawie niezależnych od ciebie (i zbyt często powtarzalnych) komentarzy bohatera, poczujesz, jak bardzo hamuje cię wyobraźnia developera.

Nie możesz ruszyć się z paryskiej ulicy, bo samochód nie ma paliwa, a z obu stron ograniczają cię niewidzialne ściany, tłumaczone tym, że bohater tego nie pamięta. Przypomniałam sobie pierwsze, nieudane sesje RPG, gdzie jako fatalny początkujący MG miałam przygotowany świetny scenariusz, a gracze potrzebni byli mi tylko do tego, by robić dokładnie to, co sobie wymyśliłam.

CDA

Kupowała pomidory, by nimi rzucać: 9kier

Okiem Papkina

Dramat w dwojakim tego słowa znaczeniu. Gra rozpoczyna się od sceny morderstwa, którego bardzo się ofierze zazdrości. Bohemian Killing nie potrafi zainteresować sobą gracza, interakcje między postaciami są szczątkowe, sama historia banalna, motyw rozprawy sądowej – niewykorzystany.

Mimika postaci (nieśmiało przypomnę – w obliczu rychłej śmierci niewiasta... unosi górną wargę), obrzydliwe filtry graficzne oraz udawany francuski akcent stawiają kropkę nad „i”. Zakończeń jest może i sporo, ale raz, że pod koniec gra nijak nam nie tłumaczy, gdzie popełniliśmy błędy, i dwa, że to zbyt nudna zabawka, by gmerać w niej dłużej niż przez 2-3 godziny.

Zobacz również

  • Kolorowe bransoletki noszą nie tylko dziewczynki, ale też chłopcy (choć oni wolą militarne np. zielone i czarne barwy)! Zabawa polega na splataniu gumek we wzory. Zasada jest identyczna jak przy... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.