Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Britney Spears: American Dream - klikadło, darmowa

Reklama

Z wierzchu to kolejne klikadło, które ma zamroczyć mózg i wyczyścić konto. Pod jego pstrokatą fasadą kryje się jednak coś więcej – American Dream to zarówno drwina z graczy, jak i (chyba nieświadoma) satyra na świat amerykańskich celebrytów.

Zacznijmy jednak od tego, co naprawdę powinno was zainteresować: księżniczka popu wydała właśnie jeden z najlepszych albumów w karierze! „Brave” to płyta świadoma, na której Spears nie tylko wyżyła się kompozytorsko, ale i zaakceptowała wreszcie mankamenty własnego, dość płaskiego głosu (ba – przekuła je w zalety!).

Wokalistka odważnie żeni pop z reggae i bluesem, nie boi się melorecytacji i na poły aktorskiego „ogrywania” piosenek. Nie brak też zaskoczeń wysokiego kalibru – zamykające „What you need” równie dobrze mogłyby umieścić w repertuarach Aretha Franklin albo Etta James.

Tym bardziej szkoda, że American Dream prezentuje nam Britney bezwolną i nieludzką. Rozpoczynamy od stworzenia awatara, młodej gwiazdki, która pragnie zabłysnąć na popowym firmamencie. Spotkawszy gwiazdę w jednej z modnych kawiarni Miasta Aniołów, nasze klikane „ja” dostaje swoją szansę.

Rozgrywka nie odbiega od tego, co znamy z innych celebryckich samograjów ze stajni Glu (Kim Kardashian: Hollywood, Katy Perry Pop). Chcesz nagrać singiel? Tapnij, by zaśpiewać „oooh”, tapnij, by wyciągnąć wysoką nutę. Pragniesz spotkać się z modnym znajomym? Tapnij, by się szeroko uśmiechnąć, tapnij, by być uważnym słuchaczem.

Po każdym pacnięciu zbierz dolarki, gwiazdeczki, drineczki i piorunki, czyli różne warianty growej waluty, której za chwilę zacznie brakować. Płać lub czekaj (a swoje nabiedzisz się także przy długich ekranach ładowania). Amerykański sen dehumanizuje świat celebrytów lepiej niż „Mapy Gwiazd” Cronenberga.

Zarówno Britney, jak i jej sławne koleżanki żyją w rzeczywistości, w której każdy jest „hot”, a wszystko jest „awesome”. Interakcje międzyludzkie ograniczają się do komplementowania innych, a żadna z postaci nie sprawia wrażenia, jakby przeczytała w życiu coś więcej niż kilka tweetów.

Przejmująca jest też zależność gwiazdy pop od innych. Nasz wkład w tworzenie albumu jest czysto symboliczny, a o sukcesie decyduje nie talent, ale armia producentów, muzycy sesyjni i rozpoznawalność, jaką zyskujemy, spotykając się z właściwymi ludźmi.

Brak wyzwania próbują zamaskować atakujące z ekranu brokaty, modne topy i coraz to kolejni ludzie o białych zębach i mentalności dwunastolatków. No i odrobina muzyki Britney, która zresztą wypowiedziała na potrzeby gry kilka kwestii, jakie udowadniają, że grać to jednak nie każdy może.

American Dream to próba sportretowania świata celebrytów nie takim, jakim on jest, ale jakim obawiamy się, że może być. Próżniacza, płytka rzeczywistość frasuje na tyle, by spędzić w niej kilka godzin i – zapewne – przepędzić parę dolarów.

Przypomnijmy, że Kim Kardashian: Hollywood ściągnięto już 40 milionów razy. Producenci z Glu mają wszelkie powody, by po premierze mobilki sygnowanej nazwiskiem Spears zanucić: „Oops!... I Did It Again”. [Papkin]

Zobacz również

  • Kolorowe bransoletki noszą nie tylko dziewczynki, ale też chłopcy (choć oni wolą militarne np. zielone i czarne barwy)! Zabawa polega na splataniu gumek we wzory. Zasada jest identyczna jak przy... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.