Reklama
  • Piątek, 28 października 2016 (08:00)

    Dishonored 2- skradanka

Po tym, jak fani skradanek zostali osieroceni wskutek beznadziei ostatniego Thiefa, to na Dishonored spoczął ciężar kontynuowania cichociemnych tradycji w świecie steampunku. I coś mi się wydaje, że Corvo znów dopnie swego – tym bardziej że tym razem ma pomocnika. Skrada się: Krigore

Reklama

I nie byle jakiego – Emily, jego córka, jest jedną z dwóch grywalnych postaci. Pannica pięknie wyrosła, Corvo zaś się postarzał, bo od wydarzeń pokazywanych w pierwszej części minęło 15 lat. Gracze będą mogli wcielić się w wybraną postać, decydując się już na początku gry i z tym wyborem pozostając do końca. Ja na szczęście miałem możliwość wskoczenia w buty obojga, a przechodziłem nie tak całkiem początkową, bo czwartą misję kampanii.

Tik-tak, tik-tak

Nakręcana posiadłość – tak najtrafniej dałoby się przetłumaczyć oryginalną nazwę miejscówki, przez którą przemykałem w cichobiegach, a potem i w fontannach krwi. Lokacja jest nieruchomością należącą do genialnego konstruktora, który jednak swój geniusz wykorzystuje, by tworzyć nie tylko osobliwe komnaty, ale i strzegących ich żołnierzy.

Całość przypomina skrzyżowanie labiryntu z wnętrzem jakiejś maszyny. Za pociągnięciem dźwigni zmienia się tu geometria pomieszczeń, ściany stają się podłogami, pojawiają się wcześniej niedostępne przejścia, a w miejscu, gdzie kiedyś były drzwi, widać lity beton. Wcale się nie dziwię, że twórcy wybrali akurat tę część gry – architektura i rozwiązania przestrzenne robią tu niesamowite wrażenie. To jeden z najciekawszych poziomów, jakie widziałem nie tylko w skradankach, ale i w grach w ogóle. Jeśli przeszliście już ostatniego Deus Eksa, to spacerując po tej mechanicznej posiadłości, przypomnicie sobie teatr w Pradze.

Tutaj tak samo rozwiązano problem wyboru dróg – jest ich kilka, a każda kojarzy się z innym stylem gry. Cele są dwa: uratować więzionego towarzysza oraz zabić bądź unieszkodliwić jego ciemiężcę. By dokonać tego ostatniego, trzeba się dostać do laboratorium, co można zrobić na co najmniej trzy sposoby – tyle przynajmniej udało mi się odkryć.

Przygotujcie się na bardzo satysfakcjonujące i nieliniowe błądzenie pomiędzy częściami komnat, podwójnymi ścianami, piętrami. Pierwszą godzinę zwyczajnie sobie spacerowałem, pociągałem za dźwignie i patrzyłem, co się dzieje, gdy to robię, a do nowych pomieszczeń często dostawałem się przypadkiem. Brawa!

Emilka i jej tata

Na pierwszy ogień poszła dziewucha. Panna potrafi się błyskawicznie przemieszczać, zamieniać w pełzający po podłodze cień i najwyraźniej studiowała fizykę kwantową, bo umie splątać ze sobą dwie ofiary równie skutecznie co naukowcy pod Genewą parę elektronów.

Po co? Ano po to, by np. chwilę później jedną uszkodzić – połączenie między nimi sprawi, że drugą dosięgną dokładnie te same obrażenia. Cudna sprawa! Oczywiście są i inne talenty do odblokowania, jak choćby demoniczny sobowtór, nie miałem jednak okazji się nimi pobawić. Corvo z kolei to m.in. tradycyjny blink, czyli zniknięcie i pojawienie się w innym miejscu, ale i niemal całkowite zatrzymywanie biegu czasu oraz pchnięcie pozwalające ciskać przeciwnikami po ścianach. To niby niewiele – ale już na tym etapie gry poczułem jej wielką wszechstronność.

Pewnie, można robić tu rzeź, i to taką, że inne shootery wyglądają w porównaniu do Dishonored 2 jak teatrzyk podczas balu przedszkolaka – ale można też inaczej. Z tego, co widziałem, całą lokację dało się pokonać bez wzbudzania alarmu czy zabijania jakiegokolwiek wroga. Było to jednak tym trudniejsze, że posiadłości strzegli mechaniczni przeciwnicy: androidy o aparycji, która przywodzi na myśl z jednej strony średniowiecznych lekarzy podczas epidemii dżumy, z drugiej – niektóre anioły z serii Evangelion. Takie wysokie, pokraczne, dziobate maszyny.

Również tych wrogów można podejść na parę sposobów. Jak przymierzycie, to da radę im zniszczyć dwoma strzałami łeb – wówczas wpadają w szał i masakrują wszystko dookoła. Można też je przeprogramować, ale do tego trzeba sporej zręczności, bo należy zanurkować pod wyposażonymi w kosy kończyny (pochwycenie przez nie to pewna śmierć) i dobrać się do skrzynki na biodrze.

Furiaci mogą wdać się z nimi w walkę, próbując odstrzelić im np. ręce, ale można też przejść obok nich – dosłownie, bo oczy mają z przodu i z tyłu, martwe strefy są więc po lewej i po prawej. Pojedynki były satysfakcjonujące, niezależnie od tego, którą wersję starcia wybrałem. Najczęściej chyba jednak strzelałem z kuszy w głowę i patrzyłem, jak androidy rozdrapują pozostałych strażników.

Na GPU bez zmian

Wszystkie te gameplayowe i architektoniczne fajerwerki nie przesłonią jednak faktu, że gra nie zmieniła się pod względem graficznym. OK, skrzywdziłbym Dis­honored 2 tak dosadną opinią, ale nowej jakości tu nie widać jakoś specjalnie.

Pewnie, tekstury są bardziej szczegółowe, tła prezentują się zdecydowanie bardziej imponująco, wzrósł poziom dopracowania otoczenia (laboratorium!) – ale to wszystko docenią konsolowcy. Z pecetowej perspektywy gra przeszła jedynie odświeżenie: taki makijaż dla podstarzałej już nieco panny. Bardziej mnie jednak boli karykaturalna wręcz pokraczność animacji walk pomiędzy innymi niż główny bohater aktorami.

Wspomniane roboty i ich przekabacenie na własną stronę to właśnie jedna z okazji, by zobaczyć tę szopkę na własne oczy. Pokraczne ciosy, problemy z wykrywaniem kolizji, przenikanie przez otoczenia, animacja jakby szyta przez pijanego weterynarza. Na razie słabo to wygląda. Wszystko to nie wpływa jednak na fakt, że gra może okazać się czymś wielkim.

Cholernie brakuje dobrych skradanek, a jedna premiera Deus Eksa raz na parę lat sytuacji nie zmienia – raz, że za mało, dwa, że inne klimaty. Dishonored 2 ma wszystko, czego można oczekiwać od gry z najwyższej półki: świetne lokacje, jeśli wolno wnioskować po tej jednej, ciekawej postaci, gameplayowe zróżnicowanie, oryginalny klimat i poczucie mocy. Proszę, naprawcie błędy i nie zepsujcie tego, a w okolicach premiery z radości będę się do redakcji skradać kanałami.

CDA

Zobacz również

  • Minęły właśnie cztery lata od premiery Dishonored, które nie przestaje zaskakiwać jakością, innowacyjnością i wagą dla całej branży. Zanim pojedziemy z Emily i Corvo do Karnaki, wróćmy do Dunwall i... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.