Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Endless Space 2 - strategiczna

Gdy zapytałem twórców, co uważają za największy błąd popełniony w Endless Space, stwierdzili – zgodnie zresztą z tym, co pamiętam – że jest to przesadne skomplikowanie w kwestii zarządzania i niemożność przewidzenia skutków posunięć w późniejszych etapach gry. I wygląda na to, że w „dwójce” skupili się na poprawieniu tych elementów.

Reklama

By ogarnąć interfejs w Endless Space 2, nie trzeba poświęcić wielu godzin. Już parę chwil z grą pokazuje, że nawet tak zaawansowaną strategię można przedstawić w sposób przystępny i sprawiający, że człowiek jako tako obyty z grami 4X po prostu usiądzie i zacznie grać, co najwyżej doczytując gdzieś po drodze, co do czego służy. Niewątpliwie więc dobry interfejs będzie zaletą tej gry. Niejedyną zresztą.

W kosmosie nikt nie usłyszy...

Ponownie dostaniemy zróżnicowane rasy. Na swój początek przygody wybrałem The Lumeris. To lud wewnętrznie podzielony na frakcje współpracujące ze sobą na zasadzie rodzin mafijnych, których głową jest szef wszystkich szefów – w grze akurat płci żeńskiej, bynajmniej nie słabszej.

Nieprzypadkowo zresztą twórcy nawiązują do filmu Scarface i jego głównego bohatera. To stronnictwo nastawione na handel i zbijanie interesu. Zamiast kolonizować planety mogą je po prostu wykupywać, a w późniejszym czasie – jak zaznaczają twórcy – sprzedawać z zyskiem.

Gra się nimi świetnie, choćby z tego względu, że w porównaniu do innych mają więcej opcji związanych z ekonomią – jeśli ktoś preferuje właśnie ten styl gry, na pewno przypadną mu do gustu. Oprócz nich rzuciłem okiem na Vodyani – to rasa zapatrzonych w technologię fanatyków religijnych, których niegdyś od zguby uratowało przejęcie przez ich przywódców artefaktów starożytnej rasy Endless.

Ci, którym się to udało, uważani są obecnie za bogów. I rzeczywiście: bohaterowie tej rasy wyróżniają się nadzwyczajną siłą, a ich poddani przemierzają kosmos w gigantycznych statkach, podbijając niewierne ludy i nawracając ich na jedyną słuszną wiarę.

Niezależnie od tego, na którą rasę się zdecydujemy, przyjdzie nam ścierać się w kosmosie, którego kształt został nakreślony lata temu przez Master of Orion. To podzielona na układy, wcześniej zdefiniowana według wielkości, wieku i kształtu galaktyka – między gwiazdami i okrążającymi je planetami poruszamy się arbitralnie wytyczonymi tunelami nadprzestrzennymi. Galaktyczny tort może podzielić wśród siebie nawet ośmiu graczy, a jako że głównych stronnictw jest tyle samo – możemy liczyć na spore zróżnicowanie. Każda z ras ma na wyposażeniu unikatowych bohaterów, technologię oraz styl gry.

Mało tego! Oprócz głównych zawodników galaktykę zajmują również pomniejsi: to aż 16 sterowanych przez komputer ras podzielonych wedle kultury i ideologii. Każdą z nich można podbić lub na drodze dyplomacji wciągnąć pod skrzydła własnego imperium. Oczywiście nie bez konsekwencji.

...jak Craversi zjadają twoją rodzinną planetę(*)

To, jakie stronnictwo wybierzemy na początku gry, warunkować będzie rozkład politycznych sił w senacie – no, przynajmniej na początku. Wybrani przeze mnie The Lumeris są pacyfistami z natury; nic przecież nie sprzyja gromadzeniu pieniądza bardziej niż pokój, nie?

W miarę rozkręcania się zabawy pojawiać się jednak zaczęły inne partie, które odzwierciedlały decyzje, jakie podejmowałem. Klucz jest prosty: gdy wojujemy, w siłę rosną militaryści, jeśli stawiamy mocno na naukę – partia technologów na pewno znajdzie się w parlamencie po kolejnych wyborach.

Oprócz tego wpływ na rozkład sił mają podbite lub przyłączone do naszego imperium ludy – tym bardziej, im ideowo odbiegają od dominującego gatunku. Cały ten polityczny magiel to nie przypadek: w zależności od składu senatu możemy zyskiwać bądź tracić dostęp do określonych aktów prawnych. W praktyce wygląda to wszystko trochę jak perki z gier RPG i bardzo wzbogaca zabawę.

To samo zresztą można powiedzieć o bohaterach: są świetnym urozmaiceniem monotonii wciskającej się między kolejne tury. Każda z ras ma swoich liderów: nie ma ich wielu (maksymalnie kilku na frakcję), ale za to mogą pełnić zróżnicowane funkcje. Nic nie stoi na przeszkodzie, by postawić ich na czele floty, obsadzić planetę lub wysłać do senatu, by tam swoimi talentami wspierali nasze dążenia.

Bohaterowie w Endless Space 2 są nieśmiertelni i rozwijają się w miarę postępów w grze – da się im rozdzielać talenty w trzech obszarach, przez co możliwe jest tworzenie wysoko wyspecjalizowanych jednostek, które znajdą zastosowanie w jedynym tylko obszarze.

Świetna sprawa! Oprawa robi wrażenie. Grałem w dość wczesną jeszcze wersję i trochę tymczasowych rozwiązań tam było, ale już teraz można rzec, że będzie to jedna z najładniejszych strategii w historii gatunku.

Kosmos jest tutaj po prostu piękny. Nic dobrego za to jak dotąd nie można powiedzieć o stabilności: Endless Space 2 wiesza się jak maklerzy podczas kryzysu finansowego, do tego często uszkadzając sejwy.

Twórcy zarzekają się, że wiedzą, gdzie jest problem, i wszystko zostanie poprawione. Wierzę im, tym bardziej że od ręki potrafili naprawić zepsute zapisy – ale nie będę miał oporów, by powiedzieć „sprawdzam” już po premierze gry.

CDA

(*) Wejścia do niektórych pomieszczeń w Amplitude Studios ozdobione są sentencjami. Pierwsza ich część to początek jakiegoś powszechnie rozpoznawanego cytatu, druga zaś nawiązuje do wybranego i pasującego do kontekstu elementu z serii Endless Space, a najczęściej również roli, jaką odgrywa dane pomieszczenie. Końcowy efekt zachwyca tym bardziej, że powstałe w ten sposób cytaty są ozdobione szkicami.

Endless Legend i morze

Czekając na możliwość zagrania w Endless Space, pogadałem z twórcami innego, bardzo fajnego tytułu tego samego studia – Endless Legend. Okazuje się, że chłopaki niedługo będą wypuszczać kolejne już duże rozszerzenie dla tej strategicznej turówki w klimatach fantasy.

Tym razem przed graczami otworem staną morza oblewające kontynenty, na których poprzednio toczono boje. Pojawi się nowe stronnictwo, będą morskie twierdze, dla których będziemy mogli wykonywać różne zadania, a których przejęcie pozwoli kontrolować ocean, do jakiego są przypisane.

W akcji widziałem między innymi okręty i bitwy morskie, różnego rodzaju potwory, a także zmieniającą się co turę pogodę. Żeglujący po morzach będą smagani wichrem, osiądą na mieliznach, a pole ich widzenia poważnie ograniczy unosząca się nad wodami mgła. Premiera dodatku? Niby nie wiadomo, ale patrząc na stopień zaawansowania prac, to najpewniej kwestia najbliższych miesięcy.

Zobaczył nieskończoność: Krigore

Zobacz również

  • Na pewno znasz zabawę w Kółko i Krzyżyk. Ale my proponujemy nieco trudniejszą wersję. Ta gra poprawia spostrzegawczość, refleks i zdolność przewidywania. A przy okazji to świetny pomysł na... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.