Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    F1 2016 - wyścigi

Nie do wiary, że minęło już sześć lat, od kiedy z walącym sercem po raz pierwszy załączyłem Formułę 1 od Codemasters. I że te sześć lat musiało minąć, by ich seria dorównała niezapomnianemu Grand Prix 4 od MicroProse.

Czasy, gdy z wstawałem z ugniecionym przez niewygodną pozycję tyłkiem po półtoragodzinnym wyścigu w GP4, minęły dawno temu. Podobnie jak moje zainteresowanie sportem, po którym została mi jedynie mało przydatna w życiu wiedza o tym, na których biegach należy brać zakręty numer 9 i 10 na torze w Bahrajnie.

Reklama

Przyznam, że byłem bliski nawet złożenia podania MQcowi, by przydzielił recenzję kolejnej odsłony F1 komuś innemu. Na szczęście moje wewnętrzne 3,5-litrowe V12(*) tym razem ma mnóstwo powodów do mruczenia.

Shut up, Jeff!

Zmian na lepsze jest mnóstwo, ale skupię się na tych, na których najbardziej mi zależało. Na początek, po kuriozalnej przerwie w 2015 roku, powraca tryb kariery. Wybieramy buźkę, określamy narodowość, podpisujemy kontrakt i, zaglądając do laptopa pomiędzy wyścigami, śledzimy zadowolenie z nas zespołu, przebieg rywalizacji z innym kierowcą oraz postępy w badaniach nad ulepszeniami bolidu.

Styl, w jakim przejeżdżamy kolejne wyścigi, korzystanie (lub nie) z przewijania dającego drugą szansę, liczba włączonych asyst, poziom trudności – wszystko to liczy się do punktacji kariery, którą można porównywać z innymi graczami w sieci.

Wspomniane wyżej badania stanowią jeden z głównych filarów, na których oparto tryb kariery. Aby zlecić jajogłowym pracę nad ulepszeniem konkretnego komponentu (jest ich pięć, po pięć stopni rozwoju), należy zgromadzić odpowiednią liczbę punktów zasobów. Te, z kolei, zbieramy w trakcie sesji treningowych przed wyścigami.

Tak! Wreszcie Codemasters wymyśliło, co zrobić z tym podstawowym elementem każdego weekendu grand prix, by efektywnie wykorzystać go w grze. W F1 2016 w trakcie trzech sesji przed kwalifikacjami możemy uczestniczyć w punktowanych przejazdach, w których mamy odrębne cele do zaliczenia – szybkie przejechanie przez jak największą liczbę bramek optymalnym torem jazdy; zaliczenie czterech szybkich okrążeń przy jak najmniejszym zużyciu opon; wykręcenie dobrego czasu najszybszym możliwym tempem.

Każde z nich pozwala w doskonały sposób zapoznać się z torem, nauczyć się kluczowego na długich dystansach oszczędzania gum (dokładnie widać tu, jak zdzieramy opony, gdy męczymy je na zakrętach tak, że aż pad – wiem, fuj – wibruje) oraz przetestować ustawienia przed kwalifikacjami. Im lepiej sobie w nich poradzimy, tym więcej punktów zasobów wpadnie do puli – i sprawdza się to znakomicie, angażując nie tylko na czas wyścigu, ale i przed nim.

Do tego dochodzą pełen przegląd informacji o bolidzie, wymiana komunikatów z inżynierem (można mu nawet kazać się zamknąć w stylu Kimiego i jest za to osiągnięcie!) w trakcie jazdy, również wychodzące od ekipy propozycje modyfikacji strategii na trwający już wyścig.

Powraca samochód bezpieczeństwa przy kraksach i po raz pierwszy przed każdym wyścigiem można wykonać okrążenie formacyjne, by dogrzać na ostatnią chwilę to, co dogrzane być powinno (lub zarobić karę po władowaniu się w kuper bolidu, dajmy na to, Hamiltona). No i jest też nowy, szybki tor uliczny w Baku, czyli tegoroczne Grand Prix Europy w Azji.

Nadszedł czas

Poczepiałbym się. Tego, że w suchym jak spostrzeżenia Karola Strasburgera Bahrajnie inżynier co chwilę nawijał o tym, że deszczu nie przewiduje, ale w razie czego da znać. Tego, że na PS4 w scenkach w padoku pomiędzy wyścigami animacja potrafiła klatkować. I że do gry w multi na tej konsoli potrzebny jest cholerny PS Plus.

Ale po co? F1 2016 jest takie, jakie zawsze miało być – przeznaczone dla zapalonych fanów sportu, którzy chcą jak najwierniejszej symulacji. Realizmu modelu jazdy, technicznej obsługi kierowcy przez drużynę podczas wyścigu czy rozbudowanego trybu kariery.

To gra dla tych, którzy nie boją się zalewu informacji, i jednocześnie również świetnie skrojony pakiet dla laików, którzy – podążając za hardkorami – trafią na F1 2016 z chęcią nauczenia się jazdy jak profesjonaliści i poznania sportu od podszewki.

Dlatego jeśli kiedykolwiek chciałeś sięgnąć po grę o Formule 1 lub marzysz, by przełamać czymś dojmującą nudę obecnego sezonu, teraz jest na to najlepszy moment.

CDA

(*) Silnik Ferrari Gerharda Bergera z 1994 roku, oczywiście.

Zobacz również

  • Mój 11-letni wnuk nie lubi czytać. Jeśli synowa nie przeczyta mu lektury, sam po nią nie sięgnie, nawet gdyby miał dostać w szkole jedynkę. Od września przez kilka godzin dziennie opiekuję się jego... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.