Reklama
  • Piątek, 28 października 2016 (08:00)

    Forza Horizon 3 - wyścigi

Moja tegoroczna najbardziej oczekiwana – Forza Horizon 3 – zaparkowała w końcu na dyskach twardych konsoli i kompa, zajmując na nich łącznie dobrze ponad 120 giga. Wcale nie rozmiary jednak sprawiają, że o ile na XBO pozostanie przynajmniej do premiery sequela, o tyle z peceta z Windowsem 10 zniknie już niebawem i nieprędko nań powróci.

Miejmy to z głowy: Forza Horizon 3 na moim PC, który daje radę wszędzie indziej, jest ledwie grywalna. Przez to też jak dla mnie jedyną platformą dla najnowszego dzieła studia Playground Games pozostaje sprzęt za mniej niż jedną trzecią wartości gamingowego peceta – Xbox One. I nie jestem wcale, jak przekonuje internet, w tej kwestii szczególnie wyjątkowy.

Reklama

Przeciwnie: przeważająca większość blaszaków dedykowanych grom nie ma w niej szans utrzymać 60 klatek na sekundę w rozdzielczości wyższej niż Full HD, a przecież podwojenie płynności miało być jednym z najważniejszych atutów grania nie na konsoli.

To też wcale nie koniec złych wieści dla miłośników klawiatur, bo nawet przy 30 fps-ach rozgrywkę na PC trapią nieuzasadnione niczym mikrozaciachy, na które działają jedynie wyłączenie antyaliasingu i rezygnacja z ustawień ultra.

Tym samym obiecywane przedpremierowo pecetowe giercowanie w 60 klatkach, w 4K z HDR-ami i ustawieniami na maksa, na porządnej, acz przystępnej kierownicy zdaje mi się obecnie równie odległe jak Australia. Szkoda, bo Forza Horizon 3 zdaje się stworzona dla PC i bardzo szybko przyzwyczaiłem się do swobody obsługi jej menu myszą...

Wzorzec graficzny

Na szczęście powrót do wersji konsolowej nie oznacza wcale – pomijając obsługę menu padem – rezygnacji z jakości.

Forza Horizon 3 to obecnie najlepiej prezentująca się gra na XBO i na pierwszy, a nawet drugi rzut oka nie widać wcale różnic pomiędzy standardowym obrazem na konsoli a topowymi ustawieniami na PC. Mniejsza jest naturalnie rozdzielczość: „ledwie” 1080p oraz płynność: 30 fps-ów, jednak w tym drugim przypadku mamy pewność, że utrzymane zostaną praktycznie zawsze i nagły zaciach nie wpłynie na przebieg wyścigu.

W tym przypadku jestem więc gotów przystać na narzucane przez konsolę graficzne ograniczenia, bo zyskuję komfort rozgrywki, jakiego nie ma na PC. Zwłaszcza że nowa Forza jako gra jest naprawdę niezrównana – to bez wątpienia najlepsza dziś „wyścigówka” wszech platform. I nie tylko dlatego, że tytułowy Horizon – zlot miłośników szybkich samochodów i głośnej muzyki – tym razem odbywa się na egzotycznych antypodach.

Także przez to, że teraz to ty kierujesz imprezą i od ciebie zależy, jak bardzo się rozrośnie, jaka muza będzie wybrzmiewać w jej centrach i – co najważniejsze – czy składać się będzie głównie z rajdów, czy driftów.

W tym też miejscu należna klauzula sumienia – Forza Horizon 3 nie jest symulatorem w ścisłym sensie. To zręcznościówka z ambicjami, stworzona nie do treningu przed prawdziwymi wyścigami, lecz dla radochy rozbijania się samochodami, w których w rzeczywistości się nie siądzie (ech...), w miejscach, których naprawdę nigdy się nie zobaczy (ech, ech...).

Garaż na 350 miejsc

Zacznijmy od tych pierwszych. Garaż w Forzy Horizon 3 liczy ponad 350 licencjonowanych modeli topowych producentów z Ferrari, Lambo i wszystkimi pozostałymi wielkimi... bez Porsche.

Każdy z nich (bez Porsche) dostępny jest w trybie salonowym, zwanym ForzaVistą, co pozwala np. przymierzyć się do wymarzonych Imprezy STi czy Mercedesa A. Jest też naturalnie jak zwykle sporo supersamochodów, amerykańskich „mięśniaków” i klasyki.

Znacznie większy nacisk położony został wreszcie na samochody terenowe), co zresztą w symboliczny sposób ukazane zostało na okładce, gdzie nowemu Centenario towarzyszy F-150 Raptor. Pojawiły się też plażowe buggy, wśród nich zaś mój nowy ulubiony Ariel – Nomad.

Grubsze koła i większe prześwity mają uzasadnienie, bo Australia w wydaniu Playground Games to miejsce, w którym częściej się skacze i ślizga, niż kontroluje idealny tor jazdy. Obszar dróg i bezdroży jest też stosownie podzielony na cztery główne strefy: wybrzeże, las deszczowy, pustynię i miasto.

Każda z nich oferuje nieco inne wyzwania – drifting lepiej uprawiać na ulicach – i tym samym przypasuje graczom o innych preferencjach. Przyznam, że jako driftofob z urodzenia stroniłem od „Złotego Wybrzeża” i tamtejsze centrum festiwalowe w moim przypadku pozostaje najskromniejsze.

Na szczęście – i tu właśnie w grę wchodzi swoboda, jaką daje kierownictwo – przez większość tamtejszych pokazówek PR da się po prostu, ha, ha, prześliznąć. No właśnie – tym razem kariera jest ciut bardziej dynamiczna i polega nie tyle na zaliczaniu kolejnych serii wyścigów, ile... zbieraniu fanów festiwalu.

Gromadzi się ich, wykonując wspomniane pokazówki PR, czyli pojedyncze wyzwania solo najrozmaitszych rodzajów (od radarów, przez strefy prędkości tudzież driftu, po nowe w grze skoki z zerwanych mostów).

Legiony fanów pozwalają z kolei „rozbudowywać” kolejne centra festiwalu, co z kolei otwiera następne wyzwania. Do tego naturalnie dochodzą tradycyjne doświadczenie wyścigowe kierowcy z kołem fortuny przy awansach i doświadczenie drogowe kierowcy, które wydać można na dodatkowe atuty w teraz aż trzech drzewkach lokalnych talentów.

Świat bez wad

Najważniejsze jednak, że w Forzy Horizon 3 jeździ się jeszcze lepiej i przyjemniej niż wcześniej. Świat jest naprawdę spory – rzekomo dwukrotnie większy niż francusko-włoskie riwiery z „dwójki” – i miejscami naprawdę spektakularny.

Uroki plenerów docenić pozwala dodatkowo nowy tryb drona – samodzielnej kamery – który zresztą przy okazji zmienił w przyjemność odszukiwanie klasyków zasilających po wyremontowaniu garaż.

Świat jest także w większym stopniu otwarty dlatego, że jeździć da się teraz w końcu również po wodzie, która jest – jak w Forzy Motorsport 6 – fizyczna i tym samym spowalnia samochody, a nawet prowadzi do akwaplaningu, czyli poślizgów na jej powierzchni.

Przy okazji twórcy opracowali zupełnie nowy efekt kropli wody spychanych pędem z szyby, który naturalnie pozostaje graficznym oszustwem, ale zdecydowanie bardziej wiarygodnym niż dotychczas. I wreszcie wrażenie głębi potęguje także zupełnie nowy nieboskłon, stworzony na podstawie setek tysięcy ujęć australijskich przestworzy w 4K.

Podobać się może także – tradycyjnie – udźwiękowienie. Samochody ryczą i piszczą jak trzeba i szkoda wielka, że w grze jest tylko jeden tunel z prawdziwego zdarzenia, w którym nacieszyć się można brzmieniem co bardziej agresywnego V10.

Pojawiły się również nowe stacje radiowe – w tym taka nastawiona na klasyczny hip-hop, ale także inna dla miłośników cięższego brzmienia. Jest też dodatkowa Groove Music, jednak z uwagi na nieobecność tej usługi w Polsce streaming muzyki z sieci odpada całkowicie i pozostaje co najwyżej wykorzystanie własnych zasobów (co zresztą może być jedyną okazją, by zwiedzać Australię w rytmie Fasolek). Sporym minusem jest natomiast to, że poprzedni Horizon spolszczony była w całości, wraz z głosami, ten obecny polskie ma już tylko napisy.

Nowa stara Forza

Koniec końców najpoważniejszy zarzut, jaki można postawić nowej odsłonie Forzy Horizon, brzmi: to stara Forza Horizon. To naturalnie oznacza, że wciąż pozostaje niedościgniona i jeździ się w niej megaprzyjemnie, jednak zakres zmian jakościowych wobec poprzedniczki jest raczej kosmetyczny. Mam nadzieję, że twórcy nie dotarli jeszcze do granicy kreatywności i czekam w Australii na Horizon na Arktyce.

CDA

Zobacz również

  • Minęły właśnie cztery lata od premiery Dishonored, które nie przestaje zaskakiwać jakością, innowacyjnością i wagą dla całej branży. Zanim pojedziemy z Emily i Corvo do Karnaki, wróćmy do Dunwall i... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.