Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Just Cause 3 Bavarium Sea Heist - akcja

Recenzje trzech płatnych dodatków do Just Cause 3 zamieściliśmy na łamach CDA, bo podstawka warta jest tego, by o niej przypominać. Szkoda, że DLC w porównaniu do niej są tak bardzo do dupy.

Reklama

Tańczy z bałwanami: enki

Dzisiejszy bohater to ostatni dostępny w ramach „przepustki sezonowej” (ktoś już gdzieś wytknął, swoją drogą, jak fatalna jest to kalka językowa, i podpisuję się pod tym obiema rękami).

Tym razem do zabawy dostajemy łódź motorową uzbrojoną w działko obrotowe i samonaprowadzające rakiety, a do „wyzwolenia” jest pięć morskich instalacji gdzieś na wodach przylegających do Medici.

Ponownie zatem rozgrywka jest przez większość czasu bezmyślna (choć widowiskowa), tyle że równinne, pagórkowate i górskie plenery wyspy zostały tu wymienione na spore stado morskich bałwanów, a wozy opancerzone i czołgi na kutry i kanonierki.

Żeby chociaż jakiś aspekt podwodny się pojawił, jakaś baza ukryta głęboko pod falami. Taka, która pomogłaby mi udawać, że zamiast w to gram w Somę albo BioShocka. Ale nie. Musiałem za to uważać, żeby nie wywrócić swej maszyny do góry dnem, bo wówczas znacznie traci na efektywności.

Akcja dodatku kończy się po mniej więcej półtorej godziny, po której zostajemy z łodzią, nową pukawką strzelającą błyskawicami z nieba (i tak już jej nie poużywamy, bo komu by się chciało wracać do gry, w której wszystko już zostało zrobione?) i poczuciem zmarnowanego potencjału. Dodatki do JC3 zrobione zostały bez pomysłu i zaangażowania. Wydaje się, że tylko po to, by zaspokoić głód „płatnej zawartości”, którą Square Enix mógłby opchnąć fanom w sezonie ogórkowym.

To, że wyprodukowanie i wydanie ich zajęło tak długo, potrafię wytłumaczyć tylko hipotezą, że trzon Avalanche w tym czasie ostro dłubał nad nowym dużym tytułem, pozostawiając robotę nad DLC biurowej rezerwie. Trochę wstyd.

Wstyd polepionych z animowanych plansz cutscenek, problemów z płynnością przy korzystaniu z mechów z drugiego dodatku i absolutnego braku ambicji. Z całości (bo niniejszym podsumowuję tu cały ten „seasonpassowy” wysiłek) pochwalić mogę co najwyżej motorek do wingsuita, który dostajemy na początku pierwszego dodatku i który zmienia dalszą rozgrywkę w Just Cause 3 w pełnoprawną i świetną przy tym grę „superbohaterską”.

Warto go (i tylko go) odpalić wtedy, gdy jeszcze nie zakończyłeś przygody z podstawką, bo ułatwia ona masę spraw w grze. Reszcie wypada jedynie rzec: adiós.

CDA

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.