Reklama
  • Piątek, 28 października 2016 (08:00)

    Little nightmares - platformowa/logiczna

Gamescom 2016. Redaktor Cross z niepokojem taksuje wzrokiem smartfonowy czasomierz. Pod jego modnym obuwiem formują się dwie kałuże. Pierwsza – z kropelek śliny skapujących z warg na myśl o nieprezentowanym wcześniej projekcie Namco Bandai. Druga – z łez spływających po rumianych policzkach z racji czterdziestominutowego opóźnienia pokazu. Zlizywał łzy z policzków kolegi: Papkin

Reklama

Nieborak zapamiętał grę jako swój prywatny „mały koszmar”, bo rozwaliła mu ona targową rozpiskę. W dodatku nie okazała się wcale (jak plotkowano w kuluarach) nowym Soul Caliburem, ale... logiczną platformówką twórców Little Big Planet (tyle że wersji na Vitę oraz assetów do „dużych” odsłon).

Nie żeby mógł narzekać. Gamescom był w tym roku wybitnie zachowawczy, stąd Little Nightmares odegrało w Kolonii rolę wyskakującej z tortu striptizerki. Tyle że była to raczej tańcząca burleskę Dita Von Teese, a nie napompowana botoksem i silikonem Jenna Jameson, słowem: piękność, ale taka, do której trzeba dorosnąć.

Siłą targowej niespodzianki była właśnie jej estetyka, garściami czerpiąca z „Soku z żuka” czy „Gnijącej panny młodej”, baśni posępnych, ale zarazem groteskowych.

Zjadł cytryn pół tuzina...

Ponad tonią wznosi się iglica. Gdy jednak dacie nura, dostrzeżecie, że to niewielka część masywnego industrialnego kompleksu zwanego Paszczą, gdzie z niewiadomych przyczyn uwięziono odzianą w przeciwdeszczową pelerynę Szóstkę.

Pierwsze kroki ku wolności stawiamy w sypialni, gdzie można nieco pobawić się fizyką obiektów (przeciągając garnuszki, rzucając bucik czy odbijając piłkę), ewentualnie uskutecznić wspinaczkę po szafkach i półkach.

Chwilę później trafiamy do kuchni, gdzie umykamy przed monstrualnych rozmiarów kucharzem i do szybów wentylacyjnych czy spiżarni, stwarzających sposobność do pogłówkowania nad zagadkami środowiskowymi. Ale bądźmy wobec siebie uczciwi: LN raczej nie zaprosi nas na intelektualną biesiadę.

Jeśli już rozgrywka prezentowała łamigłówkę, to prostą, opartą bądź na przesuwankach przedmiotów, bądź skradaniu (obok rzeczonego kuchty przemknąłem na paluszkach, ukrywając się w szafkach i pod kuchenką).

Nie przeczę, zagwozdki podlano makabryczną estetyką (stąd gdy potrzebowałem liny, zamiast kręcić konopne nici wrzuciłem do młynka mięsiwo, tworząc tym samym kiełbasiany powróz).

Szóstka nie ma zresztą możliwości, by w istotny sposób wpłynąć na rzeczywistość. Skrada się, biega, skacze, chwyta przedmioty, ewentualnie zapala świeczkę czy wykonuje ślizg. Interakcje ze światem gry są symboliczne.

Smakosz

Paradoksalnie właśnie tu leży siła dziełka; gracz czuje się bowiem w jego surrealistycznych oparach zupełnie bezradny! Szóstka porusza się niezbornie, nie ma też żadnej możliwości obrony przed koszmarami.

Może – jak chłopiec z Limbo – jedynie uciekać. Niepokój potęguje oprawa audiowizualna. Organki przygrywające naszym harcom w sypialni, ciężki tupot stóp kucharza, zabawa światłem i cieniem, powolne ruchy kamery, wywołujące wrażenie bycia śledzonym, głuche szczęknięcia industrialnej maszynerii.

Poklask budzą także projekty postaci, zdających się pochodzić z jakiejś starej gry budowanej na podstawie technologii claymation (animacji poklatkowej wprawiającej w ruch świat z plasteliny).

Pierwotnie Little Nightmares miało nazywać się Hunger, bo też jego historia (opowiedziana, jak w stareńkim Another World, bez użycia choćby słowa!) ma traktować o chciwości i konsumpcjonizmie. Ale nowy tytuł lepiej nawet uwypukla charakter pierwszego, w pełni autorskiego dziełka Szwedów.

To koszmar, jaki śniliśmy, będąc dziećmi. Bilet do świata, w którym wszystko jest wielkie i straszne i w którym nijak nie możemy zrozumieć rządzących rzeczywistością prawideł. Entuzjastom Unravela i Limbo zalecam mieć rzecz na oku. Jeśli tylko rozgrywka dorośnie do stylowości produkcji – Cross zapomni o przelanych w Kolonii płynach ustrojowych.

CDA

Zobacz również

  • Obecna generacja PlayStation sprzedaje się najszybciej w historii(*), ale to, że toczoną od dekad międzyplatformową wojnę zaczynają wygrywać pecety, potwierdził już nawet Andrew House, szef Sony... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.