Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Livelock - hack’n’slash

Asimov kiedyś napisał, że jeśli chcemy powołać do życia inteligentne roboty, to te nie mogą skrzywdzić człowieka ani przez zaniechanie dopuścić do jego krzywdy. Rzeczywistość i chociażby autonomiczne samochody udowodniły, że zasady te nie wystarczają – ale twórcy gier wciąż z niej korzystają. Livelock jest w pewnym sensie jej wariacją.

Reklama

Nie nastawiajcie się jednak na Bóg wie jaką intelektualną ucztę. Fabuła tutaj jest prosta jak konstrukcja pierwszego silnika elektrycznego i koncentruje się na nieustającym konflikcie pomiędzy armiami androidów – w pewnym sensie potomków ludzkości. Stawką zaś jest, któż by pomyślał, powrót potomków małp.

Do roboty!

By stało się to możliwe, należy połączyć ze sobą części klucza deszyfrującego, który przechowywany jest przez przywódców zwaśnionych, ale niezmiennie podatnych na rdzę frakcji. Życia organicznego tu nie ma: zarówno postacie gracza, jak i jego przeciwnicy to androidy – różnica sprowadza się czasami jedynie do idei, że w niektórych elektronowych mózgach tli się oryginalna, przetransportowana tam ludzka myśl.

To właśnie jest dla twórców pretekstem do dywagacji na temat różnic i gloryfikacji pozornych ułomności homo sapiens. Przez olbrzymią większość czasu po prostu jednak naparzamy. Do wyboru są trzy cybernetyczne organizmy, choć z dostępnych klocków można też stworzyć własnego.

Ja zdecydowałem się na walczącego w pierwszej linii tanka i... przeszedłem przez grę jak burza. Licznik zamknął mi się na lekko ponad pięciu godzinach zabawy, każdą zaś misję kończyłem w mniej niż połowę przewidzianego na nią przez twórców czasu. Poziom trudności normalny, a problemów nie było żadnych.

Niby słabo, ale w założeniach to tytuł diablopodobny, który wypadałoby kończyć nawet parę razy, grając ze znajomymi lub przygodnymi graczami. Tyle tylko, że raz wystarczy – bo głębi w gameplayu tutaj raczej nie ma.

Mój elektronowy wojownik dysponował bronią główną: taranami zamontowanymi na dłoniach lub młotem bojowym. Ponadto był jakiś karabin maszynowy, a jako trzeci typ uzbrojenia – miotacz wybuchającej dobroci w postaci min lub rakiet.

Ponadto miałem trzy sloty na umiejętności bojowe oraz tyle samo miejsca na ozdobniki rodzaju hełmu, peleryny i szkieletu, które można sobie podmieniać dla szpanu. I zasadniczo to tyle.

Niby wchodzą jeszcze choćby upgrade’y wspomnianych talentów bitewnych i pukawek, ale nie zmienia to faktu, że jak na diablopodobnego naparzacza, to jest tego po prostu za mało, a gameplay w praktyce bardziej przypomina jakąś formę pośrednią pomiędzy diablopodobnymi a wszystkimi tymi bohaterskimi łupaninami pokroju LoL-a czy HotS-a – co jednak w tym wypadku nie wróży długiego kontaktu z grą. Miejscami wprawdzie rozpierducha bywa bardzo satysfakcjonująca.

W sieci

Gra bez wątpienia plusuje, gdy do rozgrywki dołączą inni wojownicy. Bardzo mile wspominam misję eskortową (chyba najlepszą w całej grze), gdzie prowadziliśmy maszynę kroczącą. Wokół niej były nakreślone dwa okręgi: w większym trzeba było stać, by gigant się przesuwał, w mniejszym – by go naprawiać.

Podział ról wynikający z różnych klas wypadł tutaj wyśmienicie. Aż szkoda, że podobnie nie błyszczały inne lokacje. Poziom jednak jest nierówny, a zdecydowanie najgorzej wygląda i wypada Rosja, która sprawia wrażenie zlepionej na siłę z absurdalnie dobranych klocków. Livelock to taka gra na jedno popołudnie: odpalić, rozwalić hordy wrogów, sklepać bossa na końcu i zapomnieć.

Największą zaletą w moim przypadku był fakt, że po prostu dawno nie grałem w taką bezpretensjonalną, silącą się na romanse z action RPG łupaninę. Podejrzewam, że gdyby ktoś zrobił tego rodzaju grę z Transformerami i sypnąłby większą ilością golda na produkcję, byłoby naprawdę zacnie. A tak mamy miłą, krótką odskocznię od bardziej rozbudowanych tytułów. W sam raz do PS Plusa, Xboksa Live lub jakiegoś Humble Bundle.

CDA

Zabrał się do roboty: Krigore

Zobacz również

  • Mój 11-letni wnuk nie lubi czytać. Jeśli synowa nie przeczyta mu lektury, sam po nią nie sięgnie, nawet gdyby miał dostać w szkole jedynkę. Od września przez kilka godzin dziennie opiekuję się jego... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.