Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Meridian: Squad 22 - RTS

Szczególnym afektem darzę tylko dwa gatunki gier: taktyczne rolpleje i staroszkolne strategie. O ile pierwsze przeżywają właśnie swój renesans, o tyle drugie są praktycznie martwe. Kiedy patrzę na Meridiana, zaczynam myśleć, że może to i dobrze...

Squad 22 to kontynuacja wydanego jakiś czas temu Meridian: New World, ale nie przejmuj się, jeśli go nie kojarzysz, bo tutejsza fabuła to bezpłciowy bełkot o rewolucji przeciw skorumpowanemu politykowi, który bezczelnie bogaci się kosztem zdrowia i życia swoich poddanych.

Reklama

Pomiędzy misjami można teoretycznie pokręcić się po służącym za centrum dowodzenia statku i lepiej poznać bohaterów, ale ze względu na wyjątkowo mizerne dialogi naprawdę nie warto tego robić.

A tam postawimy koszary!

Miernej opowiastce dzielnie akompaniują nijakie projekty poszczególnych misji. Z reguły trzeba po prostu bronić bazy przed niezliczonymi falami tępych jak gumowa maczeta przeciwników lub zgromadzić odpowiednio dużą armię i poprowadzić własną ofensywę. Najlepsze, na co stać twórców, to oddanie w twoje ręce małego oddziału, który musi poradzić sobie na tyłach wroga bez szans na jakiekolwiek wsparcie.

Zapomnij o cyklicznie wylewającej się lawie i innych starcraftowych wynalazkach – tutaj po prostu tłuczesz się na maleńkiej, pustawej mapce, aż jedna ze stron ostatecznie się wykrwawi. Żołnierze padają na piach, pojazdy stają w płomieniach, a ty klniesz pod nosem i czekasz na zmiłowanie. Zaprawdę – wojna to piekło.

W grze można pokierować tylko jedną rasą, która przypomina połączenie terran (wyposażenie) i protossów (architektura). Tradycyjna rozbudowa bazy mogłaby cieszyć, gdyby nie to, że nie ma tu miejsca na przesadne filozofowanie. Do twojej dyspozycji oddano raptem osiem budynków i niewiele większą liczbę jednostek.

Żadna z tych ostatnich nie zaskakuje zresztą niczym szczególnym – ot, myśliwiec, czołg, mech, snajper i tym podobne evergreeny. Nie marudziłbym, gdyby chociaż były dobrze zbalansowane.

Rozumiem, że opancerzony crusader został zaprojektowany do walki z innymi pojazdami, ale trzech najzwyklejszych marines jest w stanie zezłomować go w ułamku sekundy!

...Wróóóć! To ostatnie stwierdzenie należy traktować jako przenośnię, bo gra jest potwornie ślamazarna. Lwia część oddziałów zadaje zdecydowanie zbyt małe obrażenia w stosunku do ogólnej liczby punktów życia, przez co walki niemiłosiernie się ciągną.

Nie każdy RTS musi wymagać iście koreańskiego refleksu, ale w zamian oczekiwałbym odpowiednio pogłębionej warstwy taktycznej, a tutaj cały plan sprowadza się do wyprodukowania „kuli śmierci” i wypuszczenia jej na krwawy rajd po włościach przeciwnika.

Ucz się, ucz, a czołg ci sam urośnie!

Jednym z bardziej udanych elementów Meridiana jest przyzwoity system rozwoju technologicznego. W trakcie misji zbiera się różnokolorowe kanistry, które można potem wymienić na talenty w trzech niezależnych drzewkach.

Bojowe pozwalają położyć łapy na potężniejszych jednostkach, ekonomiczne zwiększają efektywność wydobycia, a obronne odpowiadają za udoskonalanie pancerzy i wieżyczek. Nie twierdzę, że jest w tym coś wybitnie wciągającego, ale osiągnięcia są przenoszone do kolejnych etapów, więc warto się trochę pomęczyć.

Elder Games zerżnęło ze StarCrafta nieprzyzwoicie wiele, ale pokpiło jeden z najistotniejszych elementów: interfejs. Gra komunikuje się z użytkownikiem w naprawdę fatalny sposób.

Okienka ze statystykami jednostek, liczbą surowców i tym podobnymi informacjami poupychano w zupełnie nieintuicyjnych miejscach i żeby na nie spojrzeć, trzeba na chwilę oderwać wzrok od pola bitwy, co miewa tragiczne skutki nawet przy stosunkowo nieśpiesznym tempie Meridiana. Skopano również menusy budowy i rekrutacji.

Nie dość, że składają się z maciupeńkich, niemal identycznych ikonek, to jeszcze złośliwie przerzucono je z prawej strony ekranu na lewą, bezmyślnie walcząc z długoletnimi przyzwyczajeniami.

Mało? A kiedy dodam, że istotne powiadomienia, na przykład o bezrobotnym budowniczym, kryją się gdzieś po kątach i najczęściej zauważa się je dopiero poniewczasie? Nie mam pojęcia, kto to wszystko projektował, ale jeśli chciał mi zrobić na złość, to mu się udało.

Meridian: Squad 22 to bardzo słaba strategia i mimo panującej posuchy nie polecam jej nawet największym fanom gatunku. Oprócz dennej kampanii można jeszcze wprawdzie zająć się pojedynczymi wyzwaniami lub trybem podboju, w którym należy opanowywać poszczególne terytoria na mapie strategicznej, ale lepiej po raz piętnasty ograć trzeciego Warcrafta – mniej się człowiek znudzi, a i Ostrze Mrozu głodne spać nie pójdzie.

CDA

Nadal czeka na porządnego RTS-a: Cursian

Zobacz również

  • W codziennym pośpiechu trudno wygospodarować chwile tylko dla dziecka. Gdy w końcu nadejdą, warto spędzić je tak, by poczuło, że jest dla nas ważne, kochane, a jednocześnie mogło rozwinąć swoje... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.