Reklama
  • Środa, 14 września 2016 (15:00)

    Overcooked!

Jego Wysokość Cebulka był zdruzgotany. Wiódł spokojne życie jako król Cebulandii, a tu nagle Klops. Z kluseczkami! I nieposkromionym apetytem! Kucharze, którzy mieli jego apetyt poskromić, by świat ocalić, okazali się tak beznadziejni, że nawet wodę przypalili. Zostało jedno wyjście – przenieść się w czasie i nauczyć ich gotować. Przypalał wodę: Allor

Reklama

Że to się nie trzyma kupy? Na szczęście to nie fabuła jest w tej grze najważniejsza – tylko gotowanie. A także siekanie, mycie i gaszenie pożarów. Z tymi pożarami wcale nie żartuję. Wystarczy trochę za długo potrzymać na gazie zupę cebulową, by jedynym wyjściem stał się szybki bieg po gaśnicę.

Nie brzmi to wprawdzie jak typowy dzień pracy w kuchni, ale Overcooked jest pod tym względem tak bardzo nieszablonowe, jak tylko się da. Zaczyna się jednak od... no dobra, zaczyna się od końca świata i podróży w czasie, ale tak naprawdę to tylko przystawka, która ma zaostrzyć apetyt.

Pierwsze (za)danie, które można faktycznie ukończyć, sprowadza się do gotowania zupy cebulowej w nieco za dużej i mało ergonomicznej kuchni. Proste – gdyby nie uciekający czas. I fakt, że nawet w trybie solo ma się pod kontrolą dwóch kucharzy, pomiędzy którymi można się w dowolnym momencie przełączać.

Na klawiaturze, choć przycisków jest tylko siedem, szybko poplątały mi się palce, bo liczy się każda sekunda. Na padzie było lepiej, ale dopiero podłączenie dwóch pozwala w pełni docenić genialność tej gry. By wygrać, trzeba nie tylko błyskawicznie ogarniać sytuację, ale także współpracować. I to w coraz bardziej niekorzystnych warunkach.

Już w drugim etapie kuchnia rozstawiona jest na przejściu dla pieszych, którzy utrudniają przenoszenie składników z magazynku do kuchni właściwej. A potem... potem są jadące food trucki, kra lodowa, wnętrze wulkanu i stacja kosmiczna – i to „między innymi”! Szaleństwo to mało powiedziane, zwłaszcza gdy naraz zasiądą do Overcooked cztery osoby, bo wtedy zamiast planowania, które jest niezbędne w przypadku 1-2 osób, zaczyna rządzić chaos!

To jedna z najlepszych gier wieczorowo-imprezowych, jakie powstały, do tego nadaje się nie tylko dla fanów gotowania, czego zresztą jestem bardzo dobrym przykładem, bo pichcić nie lubię, a bawiłem się świetnie. Ba, gdyby trening przed ratowaniem świata trwał dłużej, dałbym dziewiątkę, bo zabawa jest taka, że palce lizać!

|CDA|

Zobacz również

  • W codziennym pośpiechu trudno wygospodarować chwile tylko dla dziecka. Gdy w końcu nadejdą, warto spędzić je tak, by poczuło, że jest dla nas ważne, kochane, a jednocześnie mogło rozwinąć swoje... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.