Reklama
  • Piątek, 28 października 2016 (08:00)

    The wild eight - survival

Co jest gorsze od rozbicia się samolotem na bezludnej wyspie? Rozbicie się samolotem w sercu lasu na mroźnej Alasce.

Reklama

Katastrofa lotnicza na odludziu, grupa nieufnych wobec siebie rozbitków, brak kontaktu ze światem zewnętrznym i siły nadprzyrodzone.

Brzmi znajomo, prawda? The Wild Eight odróżniają od „Zagubionych” klimat i obsada – w rolach głównych występują bowiem gracze, którzy mają tu możliwość zatajania przed sobą sekretów i wbijania noży w plecy.

Przejście grywalnego dema (będącego w fazie pre-alfa) zajmuje nieco ponad pół godziny, a służy ono wyłącznie do zaprezentowania podstawowych mechanizmów funkcjonujących w grze – brakuje mu multiplayera, więc najbardziej interesująca część tytułu pozostaje niestety niezweryfikowana.

Dojna krowa...

Na pierwszy rzut oka The Wild Eight to kolejny z przedstawicieli namiętnie eksploatowanego gatunku gier traktujących o przetrwaniu. Musimy jeść, odpoczywać, unikać wychłodzenia i zwierząt głodniejszych od nas samych, a do monitorowania potrzeb ciała służą odpowiednie paski wyświetlane na ekranie.

Miejsce katastrofy funkcjonuje jako pierwsza baza wypadowa, którą rozbudowujemy, wznosząc i ulepszając budowle w postaci schronu czy warsztatu. Zebrane materiały możemy zainwestować w zwiększenie naszych atrybutów fizycznych bądź dodanie perków (np. pozwalających wyciągać kości z upolowanej zwierzyny). Wysokopoziomowy warsztat z kolei nie tylko daje dostęp do lepszych broni, ale umożliwia też wytwarzanie pułapek.

Jak to wszystko wygląda w akcji? Na początku pięściami tłukłem w drzewa i skały, by mieć z czego wybudować bazę, a także stworzyć podstawowe bronie: patyk i kamienie do rzucania. Potem udałem się na wycieczkę krajoznawczą, która zaczęła się od zabicia jelenia (i upieczenia jego mięsa nad ogniskiem – jedząc surowiznę, można się zatruć), a skończyła na ucieczce przed parą agresywnych dzików. Te zagnały mnie gdzieś do lasu, gdzie niedługo później zamarzłem.

Bogatszy o to doświadczenie rozpocząłem grę od nowa i powtórzyłem cały proces, tym razem biorąc ze sobą na wyprawę dużo drewna, by w razie czego móc rozpalić ognisko – nieumiejętnie zarządzający swoim dobytkiem rozbitek to martwy rozbitek.

Podczas następnych kilkunastu minut kręciłem się po okolicy, zbierając surowce i ulepszając ekwipunek, po czym uzbrojony w zaostrzoną kość zabiłem wilka pilnującego jakiejś wieży... i demo się skończyło.

Czas z nim spędzony był raczej monotonny, ale w pełnej wersji z ciepłego namiotu wyciągnie nas i popchnie ku przygodzie wątek fabularny. Nas i naszych kompanów – czeka nas obiecujący multiplayer.

...a może biały kruk?

Rozpoczęta przy wraku liniowca rozgrywka przeciągnie ocalałych przez góry i lasy proceduralnie generowanej Alaski, gdzie czekać będą opuszczone budynki do przetrzebienia, pozostałości po obcych cywilizacjach do zbadania (!) i zmutowane stworzenia do zabicia.

Wykonywanie zadań pobocznych pomoże nam zdobyć unikalny ekwipunek, ale będzie wiązać się z dużym ryzykiem. Niedostatek jedzenia i rzadkich przedmiotów ma wymusić pomiędzy graczami interakcje, ale niekoniecznie tylko te pozytywne.

Będąc jedyną osobą z całej grupy posiadającą apteczkę, możemy sobie za nią słono policzyć, a będąc postawionym pod ścianą, możemy wypiąć się na towarzysza w potrzebie, uciec ze znalezionym łupem i pozostawić go wilkom na pożarcie. Ponoć nawet sami będziemy mogli zajadać się ludzkim mięsem.

Trafiając na innego gracza w DayZ, nigdy nie wiemy, czy podzieli się z nami epinefryną, czy skuje kajdankami i wepchnie zgniłego banana do gardła – i to właśnie element nieprzewidywalności w dużej mierze wpłynął na popularność tego tytułu. Twórcy z 8 Points mają w rękach sprawdzony pomysł i mam nadzieję, że wystarczy on, by zrekompensować niewyróżniającą się z tłumu indyków rozgrywkę.

CDA

Zobacz również

  • Mój 11-letni wnuk nie lubi czytać. Jeśli synowa nie przeczyta mu lektury, sam po nią nie sięgnie, nawet gdyby miał dostać w szkole jedynkę. Od września przez kilka godzin dziennie opiekuję się jego... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.