Reklama
  • Środa, 19 października 2016 (13:05)

    Worms W.M.D - taktyczna

Powrót do korzeni to mantra wszystkich podupadłych studiów, które się pogubiły i nie są za bardzo w stanie wymyślić czegoś autentycznie nowego, więc szukają pomysłu na siebie w rzeczach, które uczyniły je wielkimi. Z Team17 sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

Brytyjczycy wracali już do korzeni tyle razy, że powoli im można zapominać w pełni trójwymiarowe edycje Wormsów, powstałe w czasie, kiedy cały growy świat zachłysnął się możliwością obracania kamery, ale zapomniał o tym, że wcale nie musi to służyć grywalności.

Reklama

Ostatnich kilka edycji to powrót do klasycznego widoku, a Broń Masowego Rażenia (bo tak właśnie należy tłumaczyć tytułowe W.M.D) można uznać za najlepszą produkcję z robakami w rolach głównych od czasu World Party (lub Armageddonu, jak kto woli).

Przede wszystkim dlatego, że twórcy potrafią nie tylko odtwarzać to, co było dobre kilkanaście lat temu, ale też stworzyć od podstaw broń i mechanizmy zabawy, które jak ulał pasują do tego, za co świat pokochał strzelające do siebie z bazook glisty.

Ty swoje, kamera swoje

Oprawa graficzna może budzić zachwyt. Gra jest, jak należy, dwuwymiarowa, a grafika radosna i kolorowa, ale też bardzo czytelna. Udźwiękowienie to zaś wormsowy standard, w którym na pierwszy plan wybijają się mniej lub bardziej irytujące popiskiwania robaków (jak zwykle mogą też piszczeć po polsku).

Jest za to jedna rzecz, która ewidentnie potrzebuje poprawienia (czekam na patcha i doczekać się nie mogę): praca kamery. Nie dość, że ledwie nadąża choćby za wystrzeloną rakietą (pokazując ją nie pośrodku, ale w rogu ekranu, więc do końca nie wiadomo, w co trafi), to jeszcze na przykład przy sterowaniu śmigłowcem, jeśli niechcący ruszymy kamerę sami, możemy długo szukać robaka po planszy, bo autocentrowanie nie włącza się szybko.

To jednak tak naprawdę największa wada gry, odczuwalna zresztą mocniej na konsoli niż PC, gdzie sterowanie jest zwyczajowo nieco wygodniejsze. Poza tym nowe Wormsy to już zabawa naprawdę przednia.

Najlepiej bawi się ze znajomymi przy jednym ekranie – ale to oczywiste. Multiplayer sieciowy działa już gorzej (na PS4 znalezienie chętnego do rozgrywki nie było łatwe), ale za to również samotnicy mogą się odnaleźć, i to nie tylko w trybach treningowych.

Same dobre pomysły

Początkujący użytkownicy bazooki czy bomby bananowej mają oczywiście możliwość zapoznania się ze wszystkimi najważniejszymi zagraniami w nietrudnym samouczku. Później do tego dochodzą także kampania i wyzwania.

Jeśli ktoś chce, może walczyć o najlepszy wynik z innymi graczami z całego świata, co pewnie wielu da satysfakcję, choć ja znudziłem się single’em bardzo szybko. W Wormsach chodzi o to, by zwisając robakiem z paroma punktami życia na ninja ropie, zostawić na głowie kolegi dynamit i zdążyć uciec na sekundę przed końcem rundy.

Takich wrażeń nigdy nie zapewni nawet najzmyślniej wykoncypowany scenariusz rozgrywany z AI. Team17 udało się wprowadzić do rozgrywki kilka nowych sztuczek, co więcej: bez wyjątku udanych. Na pierwszy ogień idą stacjonarne działka i wehikuły. Robak może zasiąść za sterami mecha, śmigłowca czy czołgu i korzystać z broni pokładowej.

Świetnym pomysłem jest też crafting broni w trakcie rozgrywki czy wprowadzenie budynków, w których mogą schronić się robale. To najlepsze Wormsy od lat, a jeśli nie masz sentymentu np. do Armageddonu, to można nawet uznać, że w całej historii robaczywych batalii.

Bardzo dobrze, że do sprawdzonej formuły udało się dodać kolejne świetnie pasujące zabawki. Jeśli jednak już kiedyś grałeś i cię ta forma rozrywki nie wciągnęła, tu też nie masz czego szukać. W przeciwnym razie: daj szansę, bo warto.

CDA

Zobacz również

  • Wieprz jest dziki, wieprz jest zły, wieprz ma dla was drugiego Shadow Warriora. Flying Wild Hog jest z nami już od siedmiu lat, a wciąż niewiele o nim wiadomo. Na tle innych developerów... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.